Zalało nam domy

Woda wdarła się do kilku gospodarstw położonych w pobliżu Narwi w rejonie Topoliny i Poddębia. Paradoksalnie najbardziej w tej chwili zagrożone są budynki położone po zewnętrznej stronie wału przeciwpowodziowego. Głównym powodem podtopień był prawdopodobnie nieszczelny przepust

Stojącą na łąkach wodę mieszkańcy zauważyli jeszcze przed sylwestrem. Wtedy nic nie zapowiadało, że jej poziom podniesie się na tyle, że zagrozi ich gospodarstwom. Niestety, podczas nocy sylwestrowej wody zaczęło przybywać.

To jest natura
– Kiedy przyjechaliśmy z sylwestra całe podwórko było już zalane. Zadzwoniłam do pana wójta. Przyjechał, a później wezwał ochotniczą straż pożarną – opowiada pani Edyta Włodarska, właścicielka jednego z zagrożonych budynków.
Na miejscu okazało się, że przepust na pobliskim rowie melioracyjnym jest nieszczelny. Konieczna była interwencja Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych oraz strażaków ochotników. Po pewnym czasie przepust udało się uszczelnić. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego nikt nie sprawdził tak ważnego w czasie powodzi urządzenia?
– To była nieszczelność. Prawdopodobnie pod klapę podpłynęły jakieś patyki. To jest natura – tłumaczy Tadeusz Kiliś, kierownik Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych Oddział Warszawa Inspektorat Nowy Dwór Mazowiecki. Zdaniem Kilisia, nieszczelność przepustu miała wpływ na sytuację powodziową w tamtej okolicy, ale przy obecnym stanie wód i roztopach i tak doszłoby do podtopień.
Przypadek czy celowe działanie?
Nieco inne zdanie na ten temat ma pani Edyta, która wody na tym terenie nie widziała od chwili zamieszkania w budynku, czyli od około 10 lat. – Zdarzało się, że te łąki były podtapiane, ale jeszcze nigdy woda nie wdarła się na podwórko – mówi.
Historia z nieszczelnym przepustem sprawiła, że wśród niektórych osób pojawiły się przypuszczenia, jakoby śluza została otwarta celowo przez ludzi, którzy nie chcieli dopuścić do zalania własnych gospodarstw.
– Nie można jednoznacznie uznać, że zawinił przepust. Nakłada się tutaj zbyt wiele czynników, wody gruntowe, topniejące śniegi. Przyczyną mogło być jego uchylenie, ale czy jest ono następstwem podpłynięcia jakiegoś elementu, czy jakiegoś działania innego niż przypadkowe, na tym etapie nie możemy odpowiedzieć – tłumaczy nam Andrzej Szczodrowski z Urzędu Gminy Wieliszew.

Niepewna przyszłość
Niezależnie od przyczyn zalania gospodarstw,  sytuacja, w jakiej znalazła się pani Edyta wraz z dziećmi, jest bardzo ciężka. Zalewająca piwnicę woda zmusiła domowników do odłączenia elektrycznej pompy. Gospodarstwo było odcięte od wody pitnej przez prawie dwa tygodnie. Dopiero niedawno, z pomocą hydraulika udało się umieścić pompę wyżej, tam gdzie nie jest narażona na zalanie. Pani Edyta w bezpieczne miejsce przeniosła również kury. Obawia się jednak o swoje córki. Jedna z nich choruje na astmę oskrzelową, druga jest po złamaniu dwóch kręgów i kości piętowej. – Prognozy pogody nie są obiecujące – mówi. O ewakuacji myślą również mieszkańcy budynków po wewnętrznej stronie wału, którzy twierdzą, że sytuacja jest co najmniej tak samo zła, jak podczas powodzi w maju zeszłego roku.
– Poziom wody jest ponad stan alarmowy. Są przesiąki. Klapy na Kanale Bródnowskim zostały zamknięte. Podobnie na Kanale Skrzeszewskim. Sytuacja prawdopodobnie jeszcze się pogorszy – przyznaje Tadeusz Kiliś z WZMiUW.
– Jesteśmy w kontakcie z mieszkańcami. Jeżeli zaistnieje taka potrzeba, będą ewakuowani. Zaproponowaliśmy pomoc i wspólnie stwierdziliśmy, że może poczekamy aż woda nieco opadnie. Tak, by worki z piaskiem ułożyć na gruncie, a nie na lodzie – mówi Andrzej Szczodrowski.
Gmina na wypadek ewakuacji dysponuje miejscami w hotelu robotniczym w Michałowie–Reginowie. Pomoc pani Edycie zaproponowali sąsiedzi.
Marcin Chomiuk

Gospodarstwo pani Edyty było odcięte od wody pitnej przez prawie dwa tygodnie
Fot. Marcin Chomiuk