Wojciech Topczewski

02 wojsciech topczewskiWspółpracownik TiO, prawnik

Podobno to i tamto dobrze wiedzieć, a do „To i Owo” dobrze zajrzeć. Zagląda Pan do naszego tygodnika? Jak na przestrzeni ostatnich 25 lat zmieniło się „To i Owo”?

Na pewno dobrze jest wiedzieć to i tamto a nawet znacznie więcej. Kierując się tą zasadą zaglądam do „To i Owo” traktując to jako swój lokalny obowiązek. Ale żeby to już 25 lat?! Jaki musiałem być młody kiedy z twórcami gazety zastanawialiśmy się nad jej tytułem. Jednak miło, że to już 25 lat od czasu kiedy tygodnik powstawał na gruzach PRL-u, które trzeba było najpierw posprzątać i redakcja wzięła się do roboty. Jubileusz skłania do podsumowań, ocen i życzeń na przyszłość. To dobra okazja, aby stwierdzić, że w ciągu tych lat i to i owo z wieku niemowlęcego doszło do wieku dojrzałego, choć przecież nadal młodego nacechowanego energią. Zmiany, jakie w tym czasie nastąpiły w tygodniku, są widoczne i godne aprobaty. Gazeta urosła, dojrzała, jest znacznie poważniejsza, a przy tym nie zatraciła młodzieńczej zadziorności, dociekliwości i niechęci do postawy konformistycznej. Myślę, że rozwój jest prawidłowy i nie widzę znamion żadnej patologii. Drobne infekcje zdarzają się każdemu, lecz profesjonalizm, rzetelna informacja i trafny, obiektywny komentarz świadczą o dobrym stanie zdrowia tygodnika.

Tu i ówdzie można usłyszeć opinie, że bez „To i Owo” Legionowo nie byłoby takie samo, że lokalny rynek medialny miałby dość jednostronny charakter. Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Krytyka i recenzowanie działań władzy ma jeszcze rację bytu w dzisiejszym świecie?

25 lat temu nasz rynek medialny nie mógł mieć jednostronnego charakteru, ponieważ nie miał żadnego. To było wdzięczne pole do popisu dla rodzącej się inicjatywy. „To i Owo” dumnie wypełniło tę pustkę i do dziś nie daje sobie zabrać palmy pierwszeństwa na lokalnym rynku, coraz bardziej rozszerzając swój zasięg. Niezależność, krytyka (ale i etyka) i recenzowanie działań władzy–zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym – to przecież jedne z głównych celów i zadań wolnych mediów, których niejako symbolem w niepodległej Polsce na naszym rynku lokalnym jest tygodnik „To i Owo”. Myślę, że taka działalność mediów ma nie tylko rację bytu, ale jej rola rośnie, bo takie jest zapotrzebowanie społeczne wobec naturalnej skłonności każdej władzy do popadania w samozadowolenie.

Ćwiartka, czyli ćwierć wieku, to za mało by nas satysfakcjonowało, choć byli i tacy co wieszczyli, że po 3–4 latach przestaniemy istnieć. Czy w dobie telewizji, najróżniejszych portali internetowych, lokalna prasa jest jeszcze potrzebna? W jakim kierunku, Pana zdaniem powinno pójść „To i Owo”?

Ćwiartka to, być może, zbyt mało do pełnej satysfakcji, choć jednak coś, co może dać przyjemność, zwłaszcza gdy jest perspektywa zwiększenia tej ilości. W dobie wszechobecnych mediów elektronicznych forma papierowa często szybciej i łatwiej trafia do odbiorcy, który znajduje w niej znane z własnego podwórka sprawy, ludzi i miejsca. Póki co – tak trzymać jeszcze długo, długo, długo, A o dalekiej przyszłości niech decydują moje wnuki i prawnuki czyli życzę długowieczności.