Artur Bojarski
Współpracownik TiO, pracownik Muzeum Historycznego w Legionowie
Początek mojej współpracy dziennikarskiej z „To i Owo” zaczął się w czerwcu 2013 roku na ulicy Strużańskiej… Wtedy to wracałem na rowerze z pracy do domu i zadzwonił do mnie Robert Nowiński z pytaniem, czy nie zrobiłbym materiału o Marianie Krawieczyńskim? Oczywiście w życiu nie słyszałem o tej osobie. Pamiętam, że rozmowa była kłopotliwa; samochody zagłuszały mi zleceniodawcę i jeszcze na dodatek motałem się z zapisywaniem danych kontaktowych – na kolanie, ledwo piszącym długopisem, na jakiejś kartce. Nie było łatwo.
O panu Krawieczyńskim wyszedł w końcu duży, czteroodcinkowy artykuł pt. „Czekając na głos anioła”. Miałem naprawdę satysfakcję z pracy nad tym materiałem. Dzięki pomocy jego nieżyjącej już niestety żony – pani Teresy, udało nam się zrekonstruować zagrożone wymazaniem z pamięci społecznej losy pana Mariana. Jest w tym wielka zasługa „To i Owo”, że o Marianie Krawieczyńskim wie już dzisiaj więcej osób. Choć to ciągle za mało.
Później przyszedł czas na odpominanie niektórych miejsc w Legionowie i okolicach: Silikaty, Energetyk i inne. Miejsc na pozór może mało frapujących, ale jednak z „historycznym miąższem”. Miejsc związanych z dawno już nie istniejącymi ludźmi, których losy czasami zaledwie musnęły życie Legionowa. Ale czy nie jest fascynujące znaleźć się na tropie tych ludzi, którzy niegdyś niczym daleki meteor mignęli tylko nad naszym miastem?


