Czwarta władza zanika

05 czwarta wladza zanika zRozmawiamy z Grzegorze Kostrzewą-Zorbasem, politologiem, dyplomatą, przewodniczącym Komisji Strategii Sejmiku Mazowsza w latach 2006 – 2010, autorem książki pt. „Mazowsze 24”

Marcin Chomiuk: 8 marca tego roku minęło 25 lat od uchwalenia ustawy o samorządzie terytorialnym. Pod koniec maja będziemy obchodzić 25. rocznicę pierwszych po II wojnie światowej wolnych wyborów samorządowych, a już w najbliższy wtorek minie ćwierć wieku od ukazania się pierwszego numeru TiO. Jak z perspektywy tego czasu ocenia Pan zmiany w polskiej samorządności? Idą w dobrym kierunku?

Grzegorz Kostrzewa-Zorbas: Dobre jest to, że samorządność się odrodziła po bardzo długiej przerwie, dłuższej niż tylko PRL i II wojna światowa, bo po 1926 roku samorządność była już mocno ograniczona i przytłumiona. Okres pełnej wolności, rozwoju samorządu terytorialnego to było tylko kilka lat: 1919 – 1926. Odrodzenie się i rozwój samorządności od 1990 roku to jeden z największych sukcesów zmian w Polsce. Samorząd powstał silny, chociaż chciałbym, żeby był jeszcze silniejszy, a jednym z jego wielkich ograniczeń jest system finansów publicznych. Samorząd ma środki wielokrotnie zaniżone w stosunku do zadań jakie wyznaczają mu prawo, konstytucja i ustawy, a także w stosunku do oczekiwań społecznych i swojego potencjału intelektualnego i programowego we władzach samorządu. W roli radnych, wójtów, burmistrzów, prezydentów miast, starostów, marszałków, itd. działa bardzo wielu ludzi o wielkiej wiedzy i świetnych pomysłach, ale są w stanie zrealizować tylko ich drobną część, ponieważ nie ma środków. Wysoka większość wszystkich środków publicznych jest wciąż w bezpośrednim zarządzaniu przez władze krajowe. Te proporcje trzeba naprawić. Niekoniecznie samorząd powinien mieć więcej środków niż państwo, bo ma ono unikalne zadania, jak chociażby obrona narodowa, ale te proporcje trzeba zmienić na korzyść samorządu.
To jest słabość, ale jednocześnie samorządy bardzo wiele osiągnęły i utrwaliły się w świadomości Polaków. Są uważane za oczywiste, naturalne i konieczne. Inną słabością jest upartyjnienie samorządów. Na szczęście w ostatnich wyborach było widać dość mocną reakcje wyborców przeciwko temu. Zachodzą tutaj dwa procesy w przeciwnych kierunkach. Jednocześnie partie polityczne zawojowały kolejne samorządy gminne i powiatowe oraz zachowały swoją wielką dominację w samorządzie wojewódzkim, ale utraciły też wiele samorządów powiatowych i gminnych. W wielu miejscach, w tym na Mazowszu, partie straciły władzę, choć gdzie indziej ją zyskały. To proces, który na szczęście nie idzie jednoznacznie w stronę pełnego upartyjnienia.

Jest Pan politologiem, dyplomatą, ale także dziennikarzem. Jaka była Pańskim zdaniem rola mediów, kiedy tej wolności tak bardzo nam brakowało, a jaka powinna być ona dzisiaj, kiedy tak naprawdę każdy może stworzyć swój własny portal internetowy?

Media wolne i silne. Nie wystarczy, że wolne, muszą być też silne, mieć środki materialne, aby docierać masowo do odbiorców, są koniecznym warunkiem do istnienia demokracji i wolności, a gdy nie ma demokracji i wolności, są warunkiem koniecznym ich zdobycia. To warunek konieczny i te słowa należy traktować z całą powagą. Media są jak wiadomo nazywane czwartą władzą obok władzy prawodawczej, władzy wykonawczej i sądowniczej. Jest tak nie bez powodu. Wprawdzie media nie powstają w rezultacie przyjęcia konstytucji i nie są zaliczane do dosłownie rozumianych organów władzy państwowej czy samorządowej, krajowej czy lokalnej, ale są równie ważne. Bez wolnych i silnych mediów pozostałe trzy władze ulegają rozkładowi, spiskują między sobą nawzajem kosztem obywateli i ograniczają demokrację i wolność, często bardzo głęboko. Czwarta władza jest konieczna, aby nie dopuścić do tych złych zjawisk i to jest konieczne narzędzie w świecie. Nigdzie demokracja bez wolnych mediów nie działała dobrze i nigdzie wolność, w tym konkretne swobody obywatelskie, prawa człowieka nie są przestrzegane bez walki wolnych mediów o to. Przykładem są Stany Zjednoczone, jedna z najmocniejszych demokracji świata, ale gdyby nie stała walka mediów amerykańskich, w tym np. liczne, heroiczne walki prowadzone m.in. przed Federalnym Sądem Najwyższym przez redakcje „New York Times`a” czy „Washington Post” to w Stanach Zjednoczonych też doszłoby do bardzo poważnego ograniczenia praw i swobód obywatelskich i do wielkich błędów.
Jeżeli wolne media walczące, które nie mogą spocząć na laurach i stracić bojowego ducha, konieczne są w Stanach Zjednoczonych, to w takim samym stopniu są konieczne w Legionowie i wszędzie indziej.

Jak Pana zdaniem powinna się zmieniać prasa drukowana? Czy w czasach, kiedy w zasadzie każda gmina wydaje swój własny biuletyn „informacyjny” jest jeszcze miejsce na niezależną prasę lokalną?

Nie ograniczałbym swojej odpowiedzi do form drukowanych. Obecnie ma bowiem miejsce proces konwergencji mediów, czyli łączenia się wszystkich nośników: papieru, nośników elektronicznych, w tym dźwiękowych, wizualnych, analogowych i cyfrowych, przy czym analogowe stają się cyfrowe. Na końcu tego procesu jest takie medium, które jest obecne w druku, internecie i na wszystkie możliwe sposoby. Medium, które zaczynało 25 lat temu jako gazeta drukowana dziś ma wersję internetową (…). Z kolei na portalu mogą być zamieszczane nagrania audio i wideo.
Najlepszą drogą dla każdego medium jest ewolucja w tym kierunku. Przy obecnych narzędziach nie wymaga to wielkich inwestycji, raczej kreatywności, wiedzy i umiejętności. Także to nie technologia jest zagrożeniem. Największym zagrożeniem dla mediów lokalnych w Polsce jest wypychanie ich z rynku przez media samorządowe na dwa sposoby.
Po pierwsze media dosłownie samorządowe, czyli te rozmaite biuletyny miejskie, itd., gdzie w każdym numerze na okładce jest uśmiechnięty, np. pan burmistrz. Są takie gminy, gdzie każde gospodarstwo domowe dostaje elegancki egzemplarz na kredowym papierze, czasami jeszcze zafoliowany, żeby broń Boże nie zamókł. To wszystko odbywa się na koszt gminy czy innej jednostki samorządu terytorialnego, na koszt publiczny, czasami ze sponsorami prywatnymi. Takie media oczywiście wypierają media niezależne i to oznacza, że czwarta władza zanika. Media wydawane przez władzę to nie są przecież media.
Druga odmiana zagrożenia to sponsorowanie niektórych mediów dotąd niezależnych, prywatnych, przez samorządy poprzez masowe zamawianie ogłoszeń. To staje się często największym przychodem dla mediów lokalnych i uzależnia je całkowicie. (…). Takie uzależnione medium wygrywa z innymi na rynku. Stać je na bardziej atrakcyjną formę, na zatrudnianie większej liczby dziennikarzy, grafików i wszelkiego personelu, na niższą cenę albo rozdawanie się za darmo co jest bardzo częste. Dużo łatwiej żyć, gdy obok rynkowych ogłoszeń i reklam pojawiają się sponsorowane dodatki od władz samorządowych. Wtedy zaczyna się złote życie, a konkurencja umiera. W ten sposób media prywatne staja się narzędziem władzy i wypierają inne z rynku. Tak czwarta władza zanika.

To o czym Pan teraz mówi jest chyba bardzo dobrym przykładem wypaczenia wolności i samorządności...

Dokładnie tak. Odwoływałem się wcześniej do wzoru amerykańskiego. To nie jest tak, że nagle opatrzność zadekretowała, że w Ameryce ma być demokracja i wolność na zawsze. Amerykanie sami mówią, że wolności i demokracji jest tyle, ile każde pokolenie i każdy człowiek sobie wywalczy. Otóż w Stanach Zjednoczonych prawo federalne i prawo w wielu stanach i samorządach terytorialnych zabrania władzy posiadania mediów. Na przykład media takie jak „Głos Ameryki”, który jest skierowany m.in. na komunistyczną Kubę, nie mogą nadawać na kraj. W Stanach Zjednoczonych zakazane jest więc posiadanie przez władzę lub kupowanie przez władzę wpływu w mediach po to, by wpływać na obywateli państwa.

Rozmawiał Marcin Chomiuk