Michał Kobrzyński
Kierownik Areny Legionowo
Podobno to i tamto dobrze wiedzieć, a do „To i Owo” dobrze zajrzeć. Zagląda Pan do naszego tygodnika? Jak na przestrzeni ostatnich 25 lat zmieniło się „To i Owo”?
Oczywiście, jako rodowitemu mieszkańcowi Legionowa zdarza mi się przeglądać „To i Owo” niemal od początku istnienia pisma. Począwszy od pierwszych, czterostronicowych wydań zawsze rozpoczynałem przegląd prasy od końca czyli od sportu. Kilkanaście lat temu z ostatnich stron dowiadywałem się o sportowych wynikach legionowskich drużyn. Dziś w dobie powszechnego i natychmiastowego dostępu do informacji jest to tylko uzupełnienie mojej wiedzy.
Tu i ówdzie można usłyszeć opinie, że bez „To i Owo” Legionowo nie byłoby takie samo, że lokalny rynek medialny miałby dość jednostronny charakter? Jakie jest Pana zdanie na ten temat? Krytyka i recenzowanie działań władzy ma jeszcze racje bytu w dzisiejszym świecie?
Całe szczęście w Polsce mamy wolność słowa. A krytyka, zwłaszcza ta konstruktywna, z pewnością nikomu nie zaszkodzi, a na pewno wpływa mobilizująco.
Ćwiartka, czyli ćwierć wieku, to za mało by nas satysfakcjonowało, choć byli i tacy co wieszczyli, że po 3-4 latach przestaniemy istnieć. Czy w dobie telewizji, najróżniejszych portali internetowych, lokalna prasa jest jeszcze potrzebna? W jakim kierunku, Pana zdaniem powinno pójść „To i Owo”?
Na przestrzeni ćwierćwiecza dostęp do informacji zmienił się niesamowicie. W dzisiejszych czasach człowiek dostaje tyle informacji w ciągu tygodnia, ile dostawał w XVII wiecznej Anglii przez całe życie. Dlatego dla gazety ważne jest, by dotrzeć z informacją jak najszybciej, a możliwe jest to głównie za pomocą internetu. Mimo to, podchodzę do papierowych wydań gazet z sentymentem, lubię je czytać, choć konkurowanie z internetem staje się coraz trudniejsze.


